W kwietniu w DIALOGU “Szalone noce …

SALONIKOWE WIEŚCI

WIELCY MISTRZOWIE

I OSTATNIE ICH CHWILE

OPISANE W KSIĄŻCE

Joyce Carol Oates

Moje drogie mistrzynie słowa, jutro literacki wieczór mistrzyń. Wieczór, który powoli będzie przekraczać nocne godziny zakończy się jak zwykle – pozytywnie. Tylko nasi bohaterowie, którzy posłużyli pisarce do stworzenia literackiej fikcji opartej na rzeczywistych nieśmiertelnych mistrzach pióra poezji i prozy – odeszli. Jutro nasz przywilej  do zdiagnozowania pięciu opowiadań. Kunszt pomysłu wart rozmowy. Moje drogie mistrzynie krótkiej formy – odpiszcie.  Sms – to nasza siła. Zatem na słowa czekam i do jutra bez fikcji. My kochamy Real.

Trzeci piątek kwietnia zapowiadał się interesująco. zwłaszcza, kiedy to do moderatorki docierały krótkie informacje na temat przeczytanej lektury.

 

…. No i dlatego, Droga Mistrzyni, pomysł pisarki mnie zaskoczył. Zdziwiła też miejscami interpunkcja, justowanie tekstu i często używany znak & Natomiast opowiadania wzbudziły wiele przemyśleń na temat osamotnienia i ludzkich emocji. Pozdrawiam.

 

Moja diagnoza jest krótka: o umarłych albo dobrze albo nic.

 

Bardzo mi to odpowiada, że jutro bez fikcji, ja tam wolę realny świat, bo niestety nasi bohaterowie – może i zostawili po sobie bogatą spuściznę, ale były to bardzo kontrowersyjne postacie i nie było łatwo przez te treści przebrnąć. Ale o tym już jutro podyskutujemy!

Sory ale ja kocham fc Barcelonę. Do miłego.

 

Danusiu. Nie chcę być niegrzeczna, więc na temat kunsztu pisarki nie powiem nic. Muszę pooddychać głęboko i zastanowić się, jak ci odpowiedzieć na twojego sms-a Pozdrawiam serdecznie

Z wielką uwagą, w głębokiej zadumie i milczeniu wysłucham diagnozy na temat kunsztu tych pięciu opowiadań. Poddam się całkowicie waszym opiniom, waszej analizie i mam nadzieję, że coś dobrego wyjątkowego  z tego wyniknie. Pozdrawiam i do miłego zobaczenia

 

Nasze spotkanie – to Real, za drzwiami saloniku – często fikcja.

Dyskusja o zbiorze opowiadań, w których to odnajdujemy takie nazwiska jak: Edgar Allan Poe, Emily Dickinson, Mark Twain, Henry James i Ernest Hemingway rozpoczęła się od zadania  ważnego pytania.
Co skłoniło autorkę, że w swojej fantazji posunęła się aż tak daleko, opisując jak zapowiedziała w tytule ostatnie chwile z życia tych wybitnych i znanych osobowości?

Połączenie faktów biograficznych z pomysłami na książkę beletrystyczną, to niekoniecznie udany zabieg literacki. Ale gdyby spróbować odciąć się od znanych nazwisk, opowiadania Joyce Carol Oates jak najbardziej są do przyjęcia. Więcej, czytelnik właśnie wtedy doceniłby kunszt literacki oraz wyobraźnię autorki, co w tym konkretnym przypadku niestety tylko zniesmaczył czytelników DIALOGU.

Nie mniej zachęcam do zapoznania się z treścią opowiadań. Być może my DIALOGOWICZE spotkamy się z inną, wręcz odmienną od naszej oceną tej książki.

“Szalone noce! Ostatnie chwile Wielkich Mistrzów” Przeczytajcie i podzielcie się z nami waszymi odczuciami.

Kontrowersje wzbudził przede wszystkim fakt, iż nikt z opisywanych postaci niczego nie może zweryfikować. Nikt z nich nie może chociażby z przymrużeniem oka i z dystansu spojrzeć na siebie, godząc się nawet na tego rodzaju chwyt literacki.

Jako czytelnicy doskonale zdajemy sobie sprawę, że beletrystyka daleka jest od biografii, ale cóż poradzić, że ten rodzaj przekazania obrazu w tym konkretnym przypadku dialogowiczom nie przypadł do gustu.


Opowiadanie I.
Pośmiertny Poe, czyli Latarnia Morska

(…) Ach, kręcisz głową. Czytelniku, prawda? Ów rozkład zajęć wydaje się tak ograniczony jak porządek więzienny. Zapewniam Cię jednak, że jest wręcz przeciwnie. Nie jestem bowiem stworzeniem takim jak ten nieborak Mercury, u którego żywiołowość i frustrację wywołuje te ciepłe i łagodne wiosenne poranki (na półkuli południowej, że przypomnę, listopad to kwiecień na półkuli północnej), jakby nie gonił po prostu, za zdobyczą, tylko za samicą; jest mi doskonale z samotnością. Jak bowiem zauważył Pascal w swojej 139 Myśli:

… całe nieszczęście ludzi pochodzi z jednej rzeczy, to jest, że nie umieją pozostać w spokoju i w izbie. (…)

Opowiadanie II
EDickinsonRepliLuxe

(…) – RepliLuxe jest z technicznego punktu widzenia perfekcyjnie wykonanym fantomem, ożywianym przez zainstalowany wewnątrz program komputerowy, który można nazwać ekstraktem oryginalnego pierwowzoru, zupełnie jakby jego czy jej “dusza” – jeżeli oczywiście wierzą państwo w takie pojęcia – została wydobyta z tegoż pierwowzoru i umieszczona ponownie z zupełnie nowym otoczeniu, dzięki geniuszowi firmy ReplikLuxe. Czytali chyba państwo o naszych nowych fantastycznych osiągnięciach w dziedzinie przedłużenia oryginalnego okresu życia (…)

Mam nadzieję, że po tym sztucznym życiu, pod którym kryje się Emily Dicenson warto przejść do rzeczywistych postaci.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Szanowni Państwo. Wiadomo, że jeżeli jesteśmy tu i teraz świętujemy nasze kolejne rocznice urodzin. Tego popołudnia życzenia od DILOGOWICZEK przyjmowała Adriana, do której skierowałyśmy garść ciepłych słów. A tradycyjne wszystkiego najlepszego i uścisk niech pozostaną w pamięci.


“Szalone noce! Ostatnie chwile Wielkich Mistrzów”
To nas sprowokowało do długiej i ekscytującej dyskusji.

Mocna kawa, deser i równie interesująca przekąska pozwala na długie DIALOGOWE wieczory, podczas których każda dyskusja prowadzi do konkluzji, dygresji i wzajemnego szacunku, i do odmiennego zdania na ten sam temat. Tolerancja, konsensus, to pojęcia towarzyszące rozmową o lekturze, która jest dla nas zawsze wielką niewiadomą, ponieważ sposób doboru książek jest jedyny w swoim rodzaju, jak stwierdziły jednogłośnie uczestnicy spotkań. 

Opowiadanie III

Dziaduniu Clemens & Cherubinek, 1906

Malutka? Nie podejdziesz, by rzec mi “witaj”?
Kolekcjonował je: te swoje “domowe zwierzątka”. Dziewczęta od lat dziesięciu do szesnastu. Nie mogło im brakować bodaj dnia do osiągnięcia wieku dziesięciu lat i nie mogły bodaj o dzień przewyższać wieku lat piętnastu. (…).

Opowiadanie IV

Mistrz w Szpitalu Świętego Bartłomieja, 1914-1916

(…) Poczuł zapach – krwi? Martwych ludzkich ciał? Ludzkiego bólu? Jakież to rozgrywały się sceny cierpienia? Henry obawiał się, że jeszcze chwila i zemdleje, a nastąpiłoby to w otoczeni  tak obcym i nieprzyjaznym dla człowieka  o tak bogatej duchowości jak on: Mistrz, jak go nazywano czule, być może ironicznie – ze względu na misternie zniuansowany artyzm jego dojrzałego prozatorskiego stylu, pozbawionego z założenia wszelkiej prostoty, przez co należało rozumieć to, co było surowe i nieukształtowane w, jak to nazywał, bizantyjskich zawiłościach ludzkiej psychiki. (…).

Opowiadanie V

Papa w Katchum, 1961

Chciał umrzeć. Nabił dubeltówkę. Obie komory, a co. To miał być żart, załadował obie komory. Miał poczucie humoru. Był żartownisiem. Takiemu zbytnio się nie ufa, ktoś taki to wielka niewiadoma. Gdyby tylko nie to drżenie dłoni, wstyd przed ludźmi. Znów miał w głowie ropę. Więc należało ją usunąć. Czuł, że cieknie mu z głowy. (…)

Pozdrawiam. Moderatorka Danka

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.