SALONIKOWE WIEŚCI. DKK – DIALOG. RELACJA

 SALONIK ARTYSTYCZNY Filii nr 16

Jest wiele rzeczy utraconych, których brzemię jest jak garb.
Nosimy go w niewidocznym dla nikogo miejscu. Są również rzeczy utracone,
które nie były w naszym zasięgu.

Ale Indie to inna brzemienna bajka. 
Jutro niczego nie będziemy tracić. Zyskamy! Ponieważ w DIALOGU mamy siebie.
Do brzemiennego jutra.


Tak było w DIALOGU 21 lutego 2014 ROKU

Tuż przed godziną 18.00 do SALONIKU wchodzą dialogowiczki.
Każda w ręku niesie jakiś brzemienny pakunek.
To chyba na przekór Kiran Desai,


autorce książki, która tego dnia była pretekstem do rozmowy o literaturze współczesnej.

Brzemię dzielone z innymi jest połową brzemienia, radość dzielona jest podwójną radością.
Podzielimy się więc jednym i drugim, ale nad rzeczami utraconymi nie będziemy płakać.

Takimi słowami odpowiedziała na sms-a jedna z naszych czytelniczek.

Spotkanie rozpoczęło się tuż po udekorowaniu literackiego stołu.

 Smakołykom nie było końca.
Nawet pojawiło się danie rodem z Indii.

Ale i tak najważniejsza była rozmowa o książce.

Stajemy w życiu przed różnymi wyborami, nigdy nie wiedząc jakie będziemy ponosić skutki naszych decyzji.
Co z tego pozostanie, jak duży będzie nasz garb, to już los odpowie za nas,
ale jak napisała nasza Moderatorka dziś będzie cudowny wieczór i tego się trzymajmy.


Tak zabrzmiała kolejna pisemna odpowiedź na temat związany z książką.

“Brzemię rzeczy utraconych” to kolejna literatura z gatunku trudnych tematów dotyczących współczesnego świata.
Książka napisana przez hinduską pisarkę mieszkającą w Ameryce.
Autorka opisuje życie mieszkańców nieco innego świata.
Życie na skraju ubóstwa.
Przybliża czytelnikowi historię wielu bohaterów swojej brzemiennej powieści.
Bohaterów, którzy poszukują własnej tożsamości.

Smutne ich losy, i wszystkie rzeczy utracone przewijają się przez całą powieść.

Patrząc na Kanczendzonge przejdziemy przez brzemienną historię mieszkańców wsi i miasteczek w dalekich Indiach.
W klubie DKK będziemy rozmawiać o radościach i smutkach otaczającego nas życia,
a rzeczy utracone zostawimy za zamkniętymi drzwiami.

Tymi słowy na sms-a odpowiedziała kolejna rozmówczyni.
I tak zdanie po zdaniu przechodziłyśmy przez brzemienne koleje losu poszczególnych postaci.


Nawet świeca została zapalona, aby uwznioślić tę brzemienną atmosferę.

Książka rozpoczyna się niezwykle metaforycznie.

“Gromią mrok świetliste pisma, cudowniejsze od metafory.
Wysokie nierozpoznane miasto pochłania równiny.
Pewny swego życia i śmierci przeglądam się zachłannym ludziom i chciałbym ich zrozumieć.
Ich dzień jest pożądliwy jak pętla w powietrzu.
Ich noc jest wytchnieniem od furii stali, która niebawem zada cios”. (…).

Jednakże poza wszelkimi metaforami i ciekawym językiem jakim obdarowała pisarka czytelnika,
to metafora kończy się na opisach przyrody. Natomiast życie bohaterów z metaforą nie miało nic wspólnego.

Poznajemy osieroconą przez rodziców szesnastoletnią Sai.
Sai mieszka w domu dziadka – emerytowanego sędziego.


Koszmarny to dom.
Dosłownie i w przenośni.
Niemniej jednak odskocznią od karaluchów i innych obcych mieszkańców jest smak podwieczorku i miłości.

A jak o miłości mowa, to i uśmiechy na ustach dialogowiczek.

Każde z nas ma sobie nie jedno brzemię, które dźwiga na plecach.
Czasami wydaje się ciężarem  nie do zniesienia, a jednak dajemy radę.
Za to dzisiaj dla odmiany będziemy dźwigać słodki ciężar naszej książkowej dyskusji
i brzemię radości z naszego spotkania.

Kolejny komentarz w brzemiennej sprawie.

Czas mija, wszystko się zmienia – odparł sędzia – ale to, co jest w przeszłości, pozostaje niezmienne, prawda?
Chyba jednak się zmienia. Teraźniejszość zmienia przeszłość,
spoglądając za siebie nie znajdujemy tego co za sobą zostawiliśmy…

Takimi słowy myśli swoje wyraziła dyskutantka.

Niektórzy bohaterowie Brzemienia rzeczy utraconych śnili sen – sen o Ameryce.
Ale ten Sen bardzo szybko przemienia się w rzeczywisty koszmar.
Warto zatem przeanalizować ten wątek powieści, przewijający się raz po raz po kartach tegoż brzemienia.

Dlatego kolejny sms,  wzbudził żywą dyskusję na temat wolności i demokracji.

Najważniejszą rzeczą jaką można stracić jest wolność. na szczęście mamy ją
i cieszymy się nią.
Wolność i pokój  dla Ukrainy!

Losy bohaterów Kiran Desai ukazała  na tle społecznych i politycznych przemian w postkolonialnych Indiach.
Lata osiemdziesiąte XX wieku, czas zamieszek o podłożu narodowościowym.
Czas konfliktów wewnętrznych targających Indiami.
To bardzo trudny czas dla mieszkańców małego miasteczka w Himalajach.

Szkoda, że Indie tak kolorowe mają drugie smutne oblicze, szkoda marzeń tych ludzi,
utraconych miłości …szkoda Mutt i tego, że nie spotkałam się z Wami w styczniu.

My również żałujemy, że tego dnia  nie byłaś z nami, nie rozmawiałaś o książce,
która w styczniu była Drogą do szczęścia – podobno.

 Nadszedł czas aby w tę brzemienną dyskusję wpleść  jakąś miłą dygresję,
i chociaż na małą chwilę pozostawić to brzemię …. utraconych.
A to dygresja ma na imię MARTA. Marta obchodzi dziś swoje urodzinowe święto.
STO LAT DLA MARTY  od DIALOGOWICZEK


Życzenia i wiosenne kwiaty. Wiosenne? ktoś zapyta. W Lutym? W środku zimy?

Tak, tak, chociaż jeszcze zima w pełni,
to za oknami piękno wiosennego popołudnia.
Dlatego dziś tulipany oddają ten niecodzienny wiosenny, lutowy klimat.


  Cieszę, że Marta dogania mnie swoim wiekiem. Marta nie wie czy się cieszyć.
Natomiast Jola, która kwiatki otrzyma już w marcu, jest nieco poruszona faktem upływającego czasu.
Brzemię rzeczy naszych należy znosić dzielnie !!!!!!!!!!!!!!!!

 Niespodzianek ciąg dalszy.
Teraz czas na EWĘ S.
Ewa jak zawsze – przyszła z prezentami – szczególnymi,
i adekwatnymi do naszych piątkowych rozmownych zajęć.

Tym razem …..


piękny paw, którego można zjeść – tak dosłownie.

W 1963 r. rząd Indii ustanowił pawia indyjskiego (Pavo cristatus) narodowym ptakiem tego kraju.

 

 

 

 

Kartka po kartce walcząc ze snem czytałam tę książkę. Może to nie ten czas, może nie ta chwila?
Z pewnością lektura bardzo  ciekawa i ambitna Autorka bardzo malowniczo i realistycznie przedstawia obrazy
zapraszając nas do poznania Indii. Jeszcze z pewnością wrócę do tej lektury
A dzisiaj czekam na opinie o książce moich klubowych koleżanek.

Pewnie nie ta pora na czytanie takiej właśnie lektury.
Ale w DIALOGU szanujemy każdą opinię i każdą wypowiedź, ponieważ na tym właśnie polega dyskusja.
A oto jeszcze jeden punkt widzenia, który powalił książkę na łopatki, albo jej czytelniczkę?
Tak czy siak – to ekstremalne stanowisko w powyższej sprawie.

 Spróbujcie mnie przekonać, że była to wciągająca, wyjątkowo ciekawa powieść!
Jeśli Wam się to uda,  będę szczęśliwa!

 Dyskusja o kolejnej przeczytanej, była burzliwa i pouczająca.
Każdy(a) uczestnik(czka) przygotowany(a)  w stu procentach.

Tego lutowego wieczoru wszystkie panie – odpytane.


  Drodzy blogowicze, którzy na bieżąco śledzicie nasze opinie o literaturze,
sięgnijcie po Brzemię rzeczy utraconych.

Pomimo tego, że książka jest spełnieniem niespełnionego, to poznajemy ten specyficzny klimat,
i  nietuzinkową kulturę kraju pachnącego pełnią nepalskich zapachów i hinduskich przypraw.

Pomimo ogromnego ładunku negatywnych emocji, uczymy się naszego tu i teraz.
Warto również poznać tło polityczno-społeczne.
Warto zauważyć jak historia, rodzina, dzieciństwo wpływa na los człowieka.

(fragment książki) Wykluje się nowy dzień, szary lub niebieski, z bezchmurnym lub zasnutym niebem. Śniadanie, obiad.
Sędzia usiądzie nad szachownicą, a o wpół do piątej, bez namysłu, z czystego przyzwyczajenia, otworzy usta i powie, jak zawsze “Panna Lal, przynieś podwieczorek”.

I zawsze będzie musiało być coś słodkiego i coś słonego …

I tak z dalekich Indii pora nam wracać do swoich codziennych obowiązków.
Przygotować coś słodkiego, i coś pikantnego, ale tym razem z polskiej kuchni. 
Nasza literacka, kulinarna i salonikowa powieść dobiega końca, zegary wybiło głośno godzinę powrotu.
Nasze wszystko – do granic ostatniego słowa i ostatniego kawałka ciasta – skonsumowane.
Brzemię rzeczy nagromadzonych może z czasem utracimy?
Autorka Kiran Desai opowiedziała nam niejedną historię, smutną i prawdziwą.
I my na zakończenie spotkania sięgamy do naszej historii.
Opowieści z naszego dzieciństwa poparte fotografiami.


Uśmiechy i zadumanie.

Nostalgia za czasem – minionym, lecz nie utraconym,

A Brzemię rzeczy naszych – w sercu.

* * *
  Danuta Dąbrowska-Obrodzka

wydaje się
że kiedy nie widzisz
to nie ma

próbujesz układać historie
z przedmiotów
które znasz

w jedno miejsce
zgarnięte szczegóły

palcem wmalowana
nieskończoność

usta przecinasz
lekiem na przetrwanie

przenosisz się tam
gdzie jesteś


Życzę wszystkim miłej lektury.
Do następnego spotkania, na którym szeleścić będą kartki kolejnej książki.
Czeka nas następna rodzinna historia

 


Danuta Dąbrowska-Obrodzka, moderatorka DKK

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.