Archive for the Category » DKK-DIALOG. Relacje Rok 2009 «

SALONIKOWE WIEŚCI. DKK – DIALOG. Relacja rok 2009

 

SALONIK ARTYSTYCZNY Filii nr 16

 

16 STYCZNIA 2009 r.

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI – DIALOG

WOJCIECH BONOWICZ

“PEŁNE MORZE”

                Wszystkiego literackiego w Nowym 2009 Roku.

Niechaj każda przeczytana książka wzbogaci karty naszego wnętrza.
Niechaj wybrany przez nas autor zapisze białe stronice wyobraźni.
Każde spotkanie w Dyskusyjnym Klubie Książki niech obfituje w najbogatszą wymianę myśli, poglądów i opinii.
Spotykajmy się przy stole literackiej mocy i popijając kawę dyskutujmy –
czule pocierając czoła.
Wszystkiego dobrego dla dyskutantów, dla miłośników literatury –
życzy
Dyskusyjny Klub Książki – DIALOG.

 

Minął kolejny rok naszej działalności. Dziś otwieramy następną tytułową stronę dyskusji. Zaczynamy nietypowo – od poezji.

Dokładnie o godzinie 18.00 wypłynęliśmy na „Pełne morze”. Kapitanem statku jest Wojciech Bonowicz, a my stanowimy jego dzielną załogę.

Na pokład dumnym krokiem wkraczają Krystyna K., Marta I., Jadwiga Ch., Ewa W., Maria S., Alfreda M. Na mostku kapitańskim z tomikiem wierszy w dłoni czeka już pierwszy oficer Danuta D.O. Wśród Nas jest także Bosman – Mirosław K, który na pokład SALONIKU ARTYSTYCZNEGO FILII NR 16 ostatni wchodzi.

Pora wypłynąć na „Pełne morze”.

Pan Mirosław w stu procentach przygotowany do rejsu, raz po raz wyznacza załodze odpowiedni dyskusyjny kurs. Przyjmujemy wyznaczniki bosmana i dzielnie dyskutujemy
o kolejnych zawinięciach do odpowiedniego portu wiersza.

Kołysze Nas w tej dyskusji.

Wieje północny wiatr. My trzyma się dzielnie każdej metafory. Z cała pewnością
nie rozbijemy się o rafy koralowych słów. Płyniemy trącając brzegi porównań, które dał nam do rozszyfrowania kapitan – Autor tomiku „Pełne morze” Wojciech Bonowicz.

Przeanalizowaliśmy dość głęboko niemal każdy tekst, chcąc dosięgnąć jego kotwicy.

Odczucia różne – jak to na „Pełnym morzu”. Kto już płynął – ten wie.

„Pełne morze” Wojciecha Bonowicza – tomik poezji, nominowany do nagrody literackiej Nike wzbudził dość żywą dyskusję wśród uczestników spotkania.

Opinie bardzo różne, chociaż przewaga nie tyle negacji tych wierszy, co klimatu,
w którym nie zbyt dobrze czuł się czytelnik. W większości wiersze oscylują wokół tematów smutnej egzystencji. Oczywiście warto zastanowić się nad przesłaniem każdego z nich
i dotrzeć do jego sedna. Tak też zrobiliśmy. Większość utworów zawartych w tomiku czytaliśmy na głos – tak lepiej, łatwiej i konstruktywnie dyskutować o poezji.

Na podstawie przeczytanych wierszy stwierdziliśmy, że w niektórych przypadkach poeta rozpisał się i brakowało nam skrótu myślowego. Wydaje się również, że twórca
stoi obok niezaangażowany w wiersz. Odczuliśmy, że Wojciech Bonowicz nie jest
z wierszem związany emocjonalnie. Nie dostrzegaliśmy natchnienia poety, ale da się zauważyć, że do perfekcji została opanowana technika poezjowania.

Dla większości poezja kojarzy się z uniesieniem poety ponad ziemią i opisanie tego,
co widzi z innego pułapu, w jakim nie każdy człowiek może się znaleźć. Nie znaczy to,
że chcemy poezji banalnej i na wydechu, nie o to nam chodzi. Nie negujemy także dobrego poetyckiego warsztatu bądź rzemiosła, jakim posługuje się niejeden twórca. Ale poezja jest czymś więcej niż proza. Wyzwala w odbiorcy inne nuty oczekiwań i wypływając
na „Pełne morze”, mamy prawo podczas tego poetyckiego rejsu na swój sposób przeżywać wiersz. Jednakże filozofia, jaką autor przekazuje czytelnikowi niejednokrotnie jest nam bliska. Wtedy dyskusja osiąga konsensus. Szczególnie zaimponował nam przekaz w utworze pt.” Z MĄDROŚCI PUSTYNI” „Dobrze jeżeli bogów / nie jest zbyt wielu. / Bo kiedy bogów przybywa ? ubywa mocy”.

Na tym „Pełnym morzu” wciąż szukaliśmy takiego lądu, na który z przekonaniem zejdziemy wszyscy. I na tym lądzie znajdziemy to coś, czego nie sposób nazwać, ale tę nienazwaną ulotność odbierzemy wszystkimi zmysłami w każdym zakamarku i zaułku słowa. I znaleźliśmy taki wspólną wyspę w wierszu pt. „ NA STRONY”

Śnieg nocy i śnieg dnia to dwa różne śniegi
Noc zabiera swój śnieg i schodzi pod ziemię.
Dzień świeci swoim śniegiem na całe istnienie.
A kiedy noc już wejdzie w najgłębsze milczenie
wówczas w okrągłej ciszy toczymy przed siebie
nasze uparte kule nad nierówne brzegi.

Czas zawinąć do docelowego portu. Kończy się rejs po „Pełnym morzu”. Przeżycia podczas rejsu – ekscytujące. Załoga w pełni zorganizowana. Każdy miał swoje mocne myśli do zaoferowania innym. Służył pomocą intelektualną. Każdy żeglarski dyskusyjny węzeł zawiązany mocno.  Ostatecznie – zanim zawinęliśmy do portu zgodziliśmy się z kapitanem dzisiejszego wieczornego rejsu Wojciechem Bonowiczem, że „WYSPY”

Nie umierają; idą na wyspy wyschłe
i płaskie oblane wodami pamięci.
Przed wyszczerbiony posąg bogini sądu.

Nie cierpią nie czekają
bo sądu nie będzie. Ale sprawiedliwość
zostawia znak.

I takim znakiem uśmiechu żegnamy się. Teraz każdy z nas podąża do swojego miejsca
na ziemi, aby tam w skupieniu tym razem powrócić z Małgorzatą Kalicińską nad piękne Mazury i przeżyć to, co dzieje się na kartach powieści pt. „Powroty nad rozlewiskiem”.

W tym uroczym zakątku spotkamy się 20 lutego o godz. 18.00
i w białej otoczce zimy przy kominku iskrzących myśli ogrzejemy się słowami wspólnej dyskusji.

Danuta Dąbrowska-Obrodzka, moderator DKK

 

 

 

SALONIKOWE WIEŚCI. Relacka DKK – DIALOG. Rok 2009

 20 lutego 2009 rok

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI – DIALOG

Małgorzata Kalicińska

“POWROTY NAD ROZLEWISKIEM”

 SALONIK ARTYSTYCZNY Filii nr 16

 


20 LUTEGO – GODZ. 18.00.

MAZURY.

ZIMOWY WIECZÓR.

ŚNIEG ŁAGODNIE DOTYKA RZĘS.

MRÓZ POZOSTAWIA ŚLADY NA POLICZKACH.

GAŁĘZIE DRZEW PUCHEM BIAŁYM POKRYTE

W ŚWIECIE REALNYM – JAK W BAJCE.

Nad rozlewisko powracają Marta Moroń, Marta Izydorczyk, Gabriela Klamka-Szopa, Krystyna Kościelny, Jolanta Obłąk, Ewa Smolorz, Zofia Sznura.

Czekamy z Ewą na gości. Stół już zastawiony smakołykami. Gorąca kawa kusi zapachem. A to wszystko przygotowane przez dwie gospodynie Ewę Wesołek i Danutę Dąbrowską-Obrodzką. Dzisiejszy wieczór nad rozlewiskiem należy do kobiet.

Mężczyźni pozostali w lesie. Pewnie błądzą wśród zaśnieżonych ścieżkach i szukają śladów dzikiej zwierzyny – tropiciele. Na dalszy plan odstawiają babskie rozmowy i babskie sprawy.

Spotkanie nad naszym rozlewiskiem rozpoczyna się jak zwykle serdecznym powitaniem gości. Uściski wielkie, ponieważ niektóre Panie powróciły do gorących dyskusji dopiero po pewnym czasie. Załatwiały wiele życiowych spraw.

Jednakże do SALONIKU ARTYSTYCZNEGO Filii nr 16 powraca się tak samo, jak nad mazurskie rozlewisko. Również przy tym naszym stole jest nam dobrze. Wymieniamy poglądy. Głośno czytamy fragmenty książek. Rozmawiamy o życiu. Opowiadamy anegdoty. Cieszymy się i dziwimy – tak na zmianę zależnie od poruszanego tematu.  Oczywiście  za każdym razem przy suto zastawionym stole.

Jako gospodyni placówki cieszę się, gdy nadchodzi ten jedyny trzeci piątek miesiąca – układam stoły, krzesła, zapalam świece i czekam na wszystkich, którzy, jak co miesiąc przyjdą porozmawiać o przeczytanej książce.

Dzisiaj powieść Małgorzaty Kalicińskiej pt. „Powroty nad rozlewiskiem”.
W pamięci mamy jeszcze „Dom nad rozlewiskiem” i dzisiejsza dyskusja przyjedziemy pełna jest odniesień i porównań do pierwszej części mazurskiej trylogii. Wiemy już, dlaczego Barbara opuściła Warszawę, w której zostawiła męża, córkę i zdawać by się mogło dobre i ustabilizowane życie.

Poznałyśmy matkę Barbary – Bertę. Berta – kobieta niezwykła, której życiowa mądrość promieniowała w każdym poczynaniu. Zaradna, dbająca o dom i rodzinny klimat, pełna miłości i serdeczności. Wiemy również, że los nie szczędził Bercie przykrych doświadczeń. Ale w życiu oprócz smutku są także radości. Radością była niezwykła miłość Berty i Michała, siła tej miłości pozwoliła przezwyciężyć wszystkie plagi świata, w którym przyszło im żyć.

Bezwarunkowa miłość matki do córki Barbary również wymagała ogromnej mądrości i roztropności. Trudno było Bercie zaakceptować niektóre decyzje córki. Jednakże mimo to zawsze starała się dodać jej otuchy i wsparcia. A życie Barbary tak się przecież poplątało, że nie łatwo było rozwiązać mocno zaciśniętych życiowych supełków.

Długo dyskutowałyśmy o życiu Barbary – głównej bohaterki powieści. Starałyśmy się zrozumieć wszystkie podejmowane przez nią decyzje. Ubolewałyśmy nad ponoszonymi konsekwencjami. Młodziutka Barbara, z okaleczonym sercem, pragnęła miłości i ciepła. Dlatego też decyzja o małżeństwie z jej punktu wiedzenia i punktu widzenia przyszłego męża wydała się słuszna. Jednak po latach ta słuszność okazała się błędna. Wtedy to Barbara dla wielkiego uczucia postawiła życie na jedną kartę – przegrała. Wydaje się, że kochała za dwoje. Lawina tych niefortunnych zdarzeń zaczęła się od odejścia Dawida – pierwszej wielkiej miłości, miłości, której w pełni i bezgranicznie zawierzyła. Później nieudane małżeństwo i kolejne wielkie uczucie, które okazało się pomyłką. Biedna ta Barbara. Żadna z nas nie chciałaby być w jej skórze. A Później jeszcze ten nieszczęsny Szymon. Cóż! Czasami desperacja powoduje działania irracjonalne.

Dopiero tuż po śmierci ukochanej matki, niejako przymuszona przez przybrane rodzeństwo do osiedlenia się nad rozlewiskiem – Barbara, zaczęła szukać sensu życia.

Czytając „Powroty nad rozlewiskiem”, jako czytelniczki byłyśmy, w samym środku wydarzeń. Płakałyśmy razem z Barbarą. Odczuwałyśmy ogromną radość, gdy ona się cieszyła. Przyklaskiwałyśmy jak potrafiła być harda. Tak właściwie to spędzałyśmy nad rozlewiskiem święta Bożego Narodzenia. Piekłyśmy chleb, jeszcze wtedy – z Bertą i w makutrze ucierałyśmy ciasta. Zaprzyjaźnione z Kaśką przyglądałyśmy się jak z pasją piele ogród. Siedziałyśmy obok, gdy ukochany mężczyzna Kaśki czule głaskał ją po ręce.

No może tylko ten wyjazd Barbary z Szymonem, odbył się bez naszego udziału.

Jest jeszcze jedna rzecz, mianowicie nie wyobrażamy sobie siebie na tej plaży, na której tak swobodnie, tak wolni i szczęśliwi błądzili Barbara z Tomaszem. Jednak, kto to wie, co tam drzemie w człowieku? Ale do Moskwy na Wysockiego – dlaczego nie?

Zapach domu na rozlewiskiem sprawił, ze wróciłyśmy tam z największą ochotą. Cisza. Las. Woda. Zapewne nie tylko w książce te krajobrazy przypominają bajkę. Ale myślę, że jeszcze zajrzymy nad tajemnicze rozlewisko, by z kolejnymi bohaterami dzielić los.
Już dziś nie możemy doczekać się kolejnej wizyty na Mazurach. Zostawimy sobie parę dni urlopu – może na wrzesień?

I pojedziemy mając za plecami świat blokowisk, śląskie barwy szarości i rozkoszując się zielenią wprowadzimy się do rzeczywistości, przedstawionej w kolejnej części powieści pióra Małgorzaty Kalicińskiej.

W takich nostalgicznych nastrojach rozchodzimy się – każda do swojego ciepłego zacisza domu, w którym codzienny rytm wypełnia nas po brzegi.

W domu czeka kolejny obowiązek. Na nasze barki nałożyła go Doris Lessing. Mamy pod opieką jej „Piąte dziecko”. Porozmawiamy o tych dodatkowych obowiązkach 20 marca 2009 roku. Zostawimy wszystkie nasze dzieci pod troskliwym okiem ojców i spotkamy się przy ciastku i kawie o godz. 18.00. Jestem przekonana, ze znów bez reszty pochłonie nas dyskusja.

A kobiety o dzieciach rozprawiać potrafią. Oj potrafią.

 

motto:

           „aby coś okazało się
piękne
stało się faktem
i nie dało się cofnąć”

                                                            K. Wierzyński

* * *

matka
do piersi przytula niemowlę
nie pamiętam
tej maleńkości …
ale
przecież
jestem

więc wiem
że
tak
było …

Danuta Dąbrowska-Obrodzka

 

Zapraszam do SALONIKU ARTYSTYCZNEGO Filii nr 16.

W marcu książka Doris Lessing pt. „Piąte dziecko”

Danuta Dąbrowska-Obrodzka, moderator DKK