Archive for » September 27th, 2011 «

SALONIKOWE WIEŚCI

SALONIK ARTYSTYCZNY Filii nr 16

 

POETYCKIE SEKWENCJE NA WRZEŚNIOWE DNI

Danuta Dąbrowska-Obrodzka

* * *

po  drugiej stronie imienia
pozostał sens
każdego zmrużenia pamięci

 jeszcze tylko starannie odsłonić
twarz – muszę
by oczami ślepca zobaczyć
prawdziwe

 może uda się
ułożyć echo
głos po głosie
i przełamać
bladość skóry
by w chwilę później
obszernym kolorem
wyjść naprzeciwko

                                                                                                                                                                    Jerzy Obrodzki – “Złota jesień…”, 30×40 cm, olej

 

Dziś na naszym blogu poetyckie myśli.

Pozwólcie, że polecę Wam wiersze znakomitego poety jakim niewątpliwie jest Adam Zagajewski.

O osobiste dywagacje na temat wierszy  pokusił się  Grzegorz Derner.

 

PORA POEZJI

KLUB LITERACKI – BARWY


POLECA

„Anteny” Adam Zagajewski. 



Cóż można ciekawego, nowego i odkrywczego napisać o tomiku jednego z najbardziej znanych współczesnych poetów polskich? Co można dorzucić do stosu recenzji, jakie ukazały się w druku po ledwie tygodniu od ukazania się tomiku w sprzedaży? Czy jest sens dorzucania swoich trzech groszy do stosu monet, dobrych i złych, brzmiących głęboko i fałszywie brzęczących na temat Anten? Odpowiedź jest jedna – nie ma większego sensu, ale zawsze można powołać się na innych. Tych większych, mądrzejszych… Uszczknąć coś niecoś z ich spostrzeżeń… Niech będzie mi usprawiedliwieniem tytuł tego tomu, anteny to przecież „przyrządy bezradne i bierne. Nie dają nic same z siebie, przeznaczone są do odbierania sygnału (M. Hałaś).” Niech będę anteną, przekaźnikiem przemyśleń, bynajmniej nie biernym ale wybiórczym. Jak podkreśla Ryszard Krynicki, wiersze zawarte w tomiku Anteny, nawet gdyby ukazały się anonimowo, wiadomo byłoby, że mógł je napisać tylko on, nikt inny”. Zagajewski ma swój dobrze rozpoznawalny styl. Precyzyjnie dobiera słowa, które mimo iż nie zostają ubrane w wieloznaczne, wyszukane metafory, przekazują treści niezwykłe, pełne, skomplikowane w swojej prostocie. Tradycyjnie też w tomiku obok wierszy rozbudowanych, przemyślanych i ułożonych w logiczną całość, (np. „Idź przez to miasto”, „Muzyka słuchana z tobą”, „Europa w zimie”), występują wiersze krótkie, jakby ułożone na prędce, zapiski wręcz, czy zadumania, aby słowo nas zatrzymywało, brzmiało inaczej, (np. „Sylwester 2004 „, „Zurbaran”, „Obrona poezji”). Marcin Hałaś w swej recenzji wprawdzie nie może sobie darować kilku złośliwości na temat zacięcia publicystycznego Zagajewskiego, wikła wręcz poetę w jakieś salony, układy i koterie, wypomina sympatie i poglądy polityczne („Jedwabne”, „Stary Marks”), jednak uczciwie przyznaje, że :” jest w tym tomie kilka pięknych, frapujących, doskonale spointowanych wierszy. Nade wszystko te, w których autor spogląda w przeszłość: chodzi zarówno o doświadczenie osobiste, jak i tropy dotychczasowej twórczości. „Pytam ojca: co robisz całymi dniami? Wspominam”. Tak brzmi motto do wiersza zatytułowanego „W małym mieszkaniu” (mieszkaniu w Gliwicach)”.
Ale Zagajewski ma tę umiejętność, że nawet jak pisze o swoim ojcu, to każdy ujrzy tam własnego ojca, doświadczenie jednostkowe zmienia się pod piórem mistrza w uniwersalne współodczuwanie i współrozumienie… Według mnie to zasługa także owego, wspomnianego już stylu. „Zagajewski od wielu lat konsekwentnie realizuje estetyczne zadanie tworzenia pięknych rzeczy i utrwalania wnętrza chwil, żarliwie broniąc poezji, wysokiego stylu oraz łączyć radość istnienia z momentami rozpaczy” – celnie zauważa Krynicki. Ale też potrafi poeta uważnie obserwować, wyciągać wnioski, interpretować swe spostrzeżenia… powie ktoś, „jak każdy poeta, powinien to robić” – zgoda, ale Zagajewski poprzez swoje utwory, śmiem twierdzić, potrafi czytelnika tej sztuki nauczyć. Trudnej sztuki oglądu krótkiej chwili i błyskawicznej jej uniwersalizacji! Jak pisał sam w wierszu opublikowanym ćwierć wieku temu:

„Tylko w cudzym pięknie
jest pocieszenie, w cudzej
muzyce i obcych wierszach.
tylko u innych jest zbawienie,
choćby samotność smakowała jak
opium. Nie są piekłem inni,
jeśli ujrzeć ich rano, kiedy
czyste mają czoło, umyte przez sny.
dlatego długo myślę, jakiego
użyć słowa, on czy ty. Każde on
jest zdradą jakiegoś ty, lecz
za to w cudzym wierszu wiernie
czeka chłodna rozmowa.”

Mariusz Kubik podsumowuje: „Odnalezienie wytchnienia w świecie dawnych mistrzów, wzbogacenie bagażu pamięci, szukanie prawdy – to wszystko Zagajewski z niezmienną mocą udostępnia swoim wytrwałym i nowym czytelnikom”. Mistrzowsko ułożone, albo może raczej mistrzowsko rozsypane frazy, zarysy pojawiających się myśli, pytań i odpowiedzi. Można czytać je jako całość, albo każdą z osobna. Od początku do końca, lub od końca do początku. Obojętnie jak, ale przeczytać trzeba.
Na pewno.

                                                                                                                                                                                 Grzegorz Derner