Archive for » September 10th, 2011 «

SALONIKOWE WIEŚCI

SALONIK ARTYSTYCZNY Filii nr 16

 

Witamy w sobotni wrześniowy poranek.
Życzymy Wam, przyjemnego odpoczynku po tygodniowym fizycznym i psychicznym przepracowaniu.
Aby przyczynić się do tego, by umilić WAM te dwa popołudnia polecamy  nostalgiczne sam na sam z poezją. To oznacza, że nadeszła pora na dobry wiersz.

PORA POEZJI

 

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

KLUB LITERACKI – BARWY

POLECA

Julia Hartwig  – Tomik poezji pt. ” To wróci”

Przyjęło się mówić o Julii Hartwig że to – obok Wisławy Szymborskiej – druga „wielka dama” polskiej poezji. Rzeczywiście w ostatnich latach autorka jest niezwykle aktywna twórczo – wydaje co roku nowe książki z poezją, esejami, przekładami i dziennikami jej licznych podróży. Nie może być jednak inaczej, bo interesuje ją wszystko “z bardzo różnych okolic życia”. W samym tylko 2007 roku na rynku ukazały się dwie książki sygnowane nazwiskiem Hartwig – rewelacyjny zbiór szkiców Podziękowanie za gościnę (wyd. słowo/obraz terytoria) i nowy tomik wierszy To wróci (wyd. Sic!).

Niełatwo znaleźć wspólny mianownik dla tych wierszy połączonych jednym tytułem To wróci. A jednak, gdy przeczytamy te czterdzieści wierszy, nie opuści nas szybko poczucie, że mają ze sobą trochę więcej wspólnego niż na pierwszy rzut oka widać. Wiersze Julii Hartwig są często krótkie, wręcz aforystyczne, napisane z wielką prostotą, ale – jak to często bywa z poezją późnego wieku – dotykające tematów zasadniczych dla egzystencji jednostki. Wielką rolę gra w tej poezji chwila, zapatrzenie, nagłe skojarzenie – jak pisze Jerzy Jarzębski – z każdego zetknięcia z materią życia może nagle wysnuć się refleksja o nieskończoności. Można powiedzieć, że proste zdarzenia i doznania obciąża coraz większe pragnienie, aby coś istotnego znaczyły – przyłożone do niepowrotnie utraconej przeszłości i wciąż nie rozpoznanej, a coraz to dla jednostki szczuplejszej przyszłości.

O wielka radości odczuwania smutku i cierpienia
O doświadczenie, które krążysz w naszych żyłach
Co z tobą począć? Co począć?

(„Serce dnia”)

Co począć ze światami, które były kiedyś naszymi? Co począć z przeżyciami, na które nie ma już miejsca? Co począć z odłamkami innej rzeczywistości, które utkwiły w nas i – niepodatne na żadną zmienność – nadal stanowią tak istotną, choć dla innych już niezrozumiałą, sferę życia?

Spokojny i zapatrzony
nie przestawał być gdzie indziej
bo wnętrze jego pełne było obrazów

(„Gdzie indziej”)

Taki jest ten tom wierszy, w którym scena goni scenę, przesuwają się przed oczami kolejne miejsca, osoby, realia… Poetka przemieszcza się w czasie bez kłopotu. Ale to nie przynosi jej ulgi. Ciężar istnienia staje się bardziej uciążliwy, jeśli „wnętrze jest pełne obrazów”. Ukojenie jest być może dostępne jedynie poza ową wielowymiarową sferą przeżycia, poza „krążącym w żyłach” doświadczeniem. Poza przeszłością i przyszłością, w wątłej realności tego, co trwa:

Stanęła w ciemności przy oknie i patrzyła
Czarne jezioro bezksiężycowe niebo
ciemny ledwo widoczny zarys nagich gór
wszystko zatopione w utajonym napięciu trwania

Oddalenie od własnego istnienia było tak wielkie
obcość tak kojąca
jakby dusze zapomniały o tym co przeżyły (…)

(„Nocą w Bellagio”)

Być może dla poetki najpełniejszym szczęściem pozostaje owa związana z ogromem doświadczeń „wielka radość odczuwania smutku i cierpienia”. Być może do pełnego szczęścia konieczne jest doświadczenie przemijania. Albo może odwrotnie – moc trwania jest tak wielka, że „dusze zapominają o tym co przeżyły”, na chwilę uwalniają się od ciężaru doświadczenia i związanego z nim nieodłącznie czasu.

W tym zbiorze szczególnie daje o sobie znać upodobanie Hartwig do muzyki, która podobno zawsze towarzyszy jej podczas pracy. Pisze piękne wspomnienie o zmarłym wiolonczeliście Mścisławie Rostropowiczu (“Rostropowicz”), o sonatinie Ravela (“Bagatelka”), uczuciach i zmiennych nastrojach, jakie towarzyszą słuchaniu Wariacji na temat Diabellego Beethovena (“Na temat wariacji Diabellego”), pieśniach Schuberta (“Pociecha”). Nie mówiąc o prawdziwym portrecie Janis Joplin (“Janis”), kiedy zaznacza beznadziejne wołanie o pomoc triumfatorki estrad.

To wróci można więc czytać także jako wędrówkę w poszukiwaniu sekretu piękna, albo może sekretu wielkości, poetyckiego, malarskiego czy muzycznego geniuszu. O ten sekret pyta poetka wielu twórców: Keatsa, Iwaszkiewicza, Goethego, Miłosza, Dantego, Norwida, Van Gogha, Celnika Rousseau, Diabellego, Rimbauda, Krystiana Zimmermana, Lutosławskiego, a ich odpowiedzi są z reguły proste – i nieskończenie trudne w realizacji, jak ten postulat wiary w realność naszych tworów, która każe Celnikowi Rousseau bać się namalowanego przez siebie tygrysa.

Leszek Szaruga zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt wierszy z tego tomu: ich narracja “zawieszona jest w jakimś >pomiędzy< – pomiędzy realnością i nierealnością, między czasem przeszłym i przyszłym w ich niedokonaniu. Dokonaniem jedynym – a i ostatecznym – jest to, co, jak zwiastuje pointa” wiersza zatytułowanego “Blues”:

przychodzi tak niespodziewanie
to przychodzi
o tak
tak niespodziewanie.

Może najdobitniej właśnie dociera do nas “logika paradoksu, jakim naznaczona jest nasza egzystencja” – z jednej strony skazanie na nieuchronną katastrofę, z drugiej przejście nad nią do porządku. Jednym, co wydaje się pewne, to niepewność, celowe błądzenie pod “ciężkim oddechem wszechświata” (świetnie opisane w wierszu “Zona”). Ale też jest w tym niezgoda na to, co znane – los człowieka. My przecież wciąż “czekamy na inną opowieść” – co więcej, powtarzam za L. Szarugą – “wiemy, że ona istnieje, wyczuwamy jej rytm, choć nie znamy melodii”. Wiemy jedynie, że nasze życie jest jej zapowiedzią. I to może jest najbardziej charakterystyczne dla późnej, pełnej filozoficznej zadumy poezji Julii Hartwig.

                                                                           Tekst: Grzegorz DERNER – Klub Literacki – BARWY

Życzymy Wam miłej lektury. Serdecznie pozdrawiamy, bibliotekarki Filii nr 16