Archive for » September, 2011 «

SALONIKOWE WIEŚCI. DKK – DIALOG. Relacja rok 2009

 

SALONIK ARTYSTYCZNY Filii nr 16

 

16 STYCZNIA 2009 r.

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI – DIALOG

WOJCIECH BONOWICZ

“PEŁNE MORZE”

                Wszystkiego literackiego w Nowym 2009 Roku.

Niechaj każda przeczytana książka wzbogaci karty naszego wnętrza.
Niechaj wybrany przez nas autor zapisze białe stronice wyobraźni.
Każde spotkanie w Dyskusyjnym Klubie Książki niech obfituje w najbogatszą wymianę myśli, poglądów i opinii.
Spotykajmy się przy stole literackiej mocy i popijając kawę dyskutujmy –
czule pocierając czoła.
Wszystkiego dobrego dla dyskutantów, dla miłośników literatury –
życzy
Dyskusyjny Klub Książki – DIALOG.

 

Minął kolejny rok naszej działalności. Dziś otwieramy następną tytułową stronę dyskusji. Zaczynamy nietypowo – od poezji.

Dokładnie o godzinie 18.00 wypłynęliśmy na „Pełne morze”. Kapitanem statku jest Wojciech Bonowicz, a my stanowimy jego dzielną załogę.

Na pokład dumnym krokiem wkraczają Krystyna K., Marta I., Jadwiga Ch., Ewa W., Maria S., Alfreda M. Na mostku kapitańskim z tomikiem wierszy w dłoni czeka już pierwszy oficer Danuta D.O. Wśród Nas jest także Bosman – Mirosław K, który na pokład SALONIKU ARTYSTYCZNEGO FILII NR 16 ostatni wchodzi.

Pora wypłynąć na „Pełne morze”.

Pan Mirosław w stu procentach przygotowany do rejsu, raz po raz wyznacza załodze odpowiedni dyskusyjny kurs. Przyjmujemy wyznaczniki bosmana i dzielnie dyskutujemy
o kolejnych zawinięciach do odpowiedniego portu wiersza.

Kołysze Nas w tej dyskusji.

Wieje północny wiatr. My trzyma się dzielnie każdej metafory. Z cała pewnością
nie rozbijemy się o rafy koralowych słów. Płyniemy trącając brzegi porównań, które dał nam do rozszyfrowania kapitan – Autor tomiku „Pełne morze” Wojciech Bonowicz.

Przeanalizowaliśmy dość głęboko niemal każdy tekst, chcąc dosięgnąć jego kotwicy.

Odczucia różne – jak to na „Pełnym morzu”. Kto już płynął – ten wie.

„Pełne morze” Wojciecha Bonowicza – tomik poezji, nominowany do nagrody literackiej Nike wzbudził dość żywą dyskusję wśród uczestników spotkania.

Opinie bardzo różne, chociaż przewaga nie tyle negacji tych wierszy, co klimatu,
w którym nie zbyt dobrze czuł się czytelnik. W większości wiersze oscylują wokół tematów smutnej egzystencji. Oczywiście warto zastanowić się nad przesłaniem każdego z nich
i dotrzeć do jego sedna. Tak też zrobiliśmy. Większość utworów zawartych w tomiku czytaliśmy na głos – tak lepiej, łatwiej i konstruktywnie dyskutować o poezji.

Na podstawie przeczytanych wierszy stwierdziliśmy, że w niektórych przypadkach poeta rozpisał się i brakowało nam skrótu myślowego. Wydaje się również, że twórca
stoi obok niezaangażowany w wiersz. Odczuliśmy, że Wojciech Bonowicz nie jest
z wierszem związany emocjonalnie. Nie dostrzegaliśmy natchnienia poety, ale da się zauważyć, że do perfekcji została opanowana technika poezjowania.

Dla większości poezja kojarzy się z uniesieniem poety ponad ziemią i opisanie tego,
co widzi z innego pułapu, w jakim nie każdy człowiek może się znaleźć. Nie znaczy to,
że chcemy poezji banalnej i na wydechu, nie o to nam chodzi. Nie negujemy także dobrego poetyckiego warsztatu bądź rzemiosła, jakim posługuje się niejeden twórca. Ale poezja jest czymś więcej niż proza. Wyzwala w odbiorcy inne nuty oczekiwań i wypływając
na „Pełne morze”, mamy prawo podczas tego poetyckiego rejsu na swój sposób przeżywać wiersz. Jednakże filozofia, jaką autor przekazuje czytelnikowi niejednokrotnie jest nam bliska. Wtedy dyskusja osiąga konsensus. Szczególnie zaimponował nam przekaz w utworze pt.” Z MĄDROŚCI PUSTYNI” „Dobrze jeżeli bogów / nie jest zbyt wielu. / Bo kiedy bogów przybywa ? ubywa mocy”.

Na tym „Pełnym morzu” wciąż szukaliśmy takiego lądu, na który z przekonaniem zejdziemy wszyscy. I na tym lądzie znajdziemy to coś, czego nie sposób nazwać, ale tę nienazwaną ulotność odbierzemy wszystkimi zmysłami w każdym zakamarku i zaułku słowa. I znaleźliśmy taki wspólną wyspę w wierszu pt. „ NA STRONY”

Śnieg nocy i śnieg dnia to dwa różne śniegi
Noc zabiera swój śnieg i schodzi pod ziemię.
Dzień świeci swoim śniegiem na całe istnienie.
A kiedy noc już wejdzie w najgłębsze milczenie
wówczas w okrągłej ciszy toczymy przed siebie
nasze uparte kule nad nierówne brzegi.

Czas zawinąć do docelowego portu. Kończy się rejs po „Pełnym morzu”. Przeżycia podczas rejsu – ekscytujące. Załoga w pełni zorganizowana. Każdy miał swoje mocne myśli do zaoferowania innym. Służył pomocą intelektualną. Każdy żeglarski dyskusyjny węzeł zawiązany mocno.  Ostatecznie – zanim zawinęliśmy do portu zgodziliśmy się z kapitanem dzisiejszego wieczornego rejsu Wojciechem Bonowiczem, że „WYSPY”

Nie umierają; idą na wyspy wyschłe
i płaskie oblane wodami pamięci.
Przed wyszczerbiony posąg bogini sądu.

Nie cierpią nie czekają
bo sądu nie będzie. Ale sprawiedliwość
zostawia znak.

I takim znakiem uśmiechu żegnamy się. Teraz każdy z nas podąża do swojego miejsca
na ziemi, aby tam w skupieniu tym razem powrócić z Małgorzatą Kalicińską nad piękne Mazury i przeżyć to, co dzieje się na kartach powieści pt. „Powroty nad rozlewiskiem”.

W tym uroczym zakątku spotkamy się 20 lutego o godz. 18.00
i w białej otoczce zimy przy kominku iskrzących myśli ogrzejemy się słowami wspólnej dyskusji.

Danuta Dąbrowska-Obrodzka, moderator DKK

 

 

 

SALINIKOWE WIEŚCI

 

SALONIK ARTYSTYCZNY Filii nr 16

 

ZAJĘCIA PLASTYCZNE

 

 

30 września 2011 r. Godz. 13.30.

A teraz witamy Was jeszcze raz.  Przede wszystkim witamy naszych milusińskich.
Bardzo Wam dziękujemy, że tak licznie wzięliście udział w zajęciach plastycznych.
“Jesienne drzewko”, które było tematem zajęć, przerodziło się w przepiękny kolorowy drzewostan, który wprost z waszej wyobraźni, rozrósł się na białych kartach technicznego bloku.

Wasze prace zdobią SALONIK ARTYSTYCZNY. Każdy, kto przychodzi do biblioteki może je podziwiać i zapoznać się z imieniem autora poszczególnych rysunków. Najbardziej dumni są Wasi rodzice i dziadkowie. A my bibliotekarki cieszymy się, że nasi najmłodsi czytelnicy wykazują i zdolności plastyczne, i radość ze wspólnych spotkań z rówieśnikami.

ZOBACZCIE SIEBIE W TRAKCIE TWÓRCZEJ PRACY

SALONIKOWE WIEŚCI

 

SALONIK ARTYSTYCZNY Filii nr 16

 

Już jesień.
Zobaczcie jaka piękna!
I chociaż słońce schodzi coraz niżej to i tak ma nas w swoim zasięgu.

Cieszmy się, że w nasze otwarte okna kolorem wchodzą jej muzyczne dźwięki.
Te dźwięki to obrazy. A obrazy – jak już kiedyś wsp0mniałam –  zdobią ściany Naszego – Waszego SALONIKU.
Autorem tych malarskich prac, które macie okazję zobaczyć odwiedzając naszą filię i naszego bloga jest plastyk Jerzy Obrodzki, kierownik pracowni reprograficznej Miejskiej Biblioteki Publicznej w Rudzie Śląskiej.

To piękne przedpołudnie skłoniło mnie do poetyckich wzruszeń. Proponuję Wam kolejny wiersz na jesienny dzień.

 

POETYCKIE SEKWENCJE NA 30 WRZEŚNIA

Danuta Dąbrowska-Obrodzka

* *  *

zmieniamy się
jak rysy twarzy

lecz przytuleni
wygrzewamy zimy

a wszystko biegnie
w swoja stronę

której czasem
nie da się
nazwać

za każdym razem
uczymy się początku                                  Jerzy Obrodzki – “Nad Wisłokiem”, 38×45 cm, akryl

jak zaczerpnąć dni
na wspólny stół
by spełnił się nasz
każdy szczegół

jak oprzeć o siebie
myśli
by spokojni o sekundę
żyć godzinami

jak dostrzec
wielokrotność zieleni
na jednym spadającym
liściu

 

SALONIKOWE WIEŚCI

SALONIK ARTYSTYCZNY Filii nr 16

 

POETYCKIE SEKWENCJE NA WRZEŚNIOWE DNI

Danuta Dąbrowska-Obrodzka

* * *

po  drugiej stronie imienia
pozostał sens
każdego zmrużenia pamięci

 jeszcze tylko starannie odsłonić
twarz – muszę
by oczami ślepca zobaczyć
prawdziwe

 może uda się
ułożyć echo
głos po głosie
i przełamać
bladość skóry
by w chwilę później
obszernym kolorem
wyjść naprzeciwko

                                                                                                                                                                    Jerzy Obrodzki – “Złota jesień…”, 30×40 cm, olej

 

Dziś na naszym blogu poetyckie myśli.

Pozwólcie, że polecę Wam wiersze znakomitego poety jakim niewątpliwie jest Adam Zagajewski.

O osobiste dywagacje na temat wierszy  pokusił się  Grzegorz Derner.

 

PORA POEZJI

KLUB LITERACKI – BARWY


POLECA

„Anteny” Adam Zagajewski. 



Cóż można ciekawego, nowego i odkrywczego napisać o tomiku jednego z najbardziej znanych współczesnych poetów polskich? Co można dorzucić do stosu recenzji, jakie ukazały się w druku po ledwie tygodniu od ukazania się tomiku w sprzedaży? Czy jest sens dorzucania swoich trzech groszy do stosu monet, dobrych i złych, brzmiących głęboko i fałszywie brzęczących na temat Anten? Odpowiedź jest jedna – nie ma większego sensu, ale zawsze można powołać się na innych. Tych większych, mądrzejszych… Uszczknąć coś niecoś z ich spostrzeżeń… Niech będzie mi usprawiedliwieniem tytuł tego tomu, anteny to przecież „przyrządy bezradne i bierne. Nie dają nic same z siebie, przeznaczone są do odbierania sygnału (M. Hałaś).” Niech będę anteną, przekaźnikiem przemyśleń, bynajmniej nie biernym ale wybiórczym. Jak podkreśla Ryszard Krynicki, wiersze zawarte w tomiku Anteny, nawet gdyby ukazały się anonimowo, wiadomo byłoby, że mógł je napisać tylko on, nikt inny”. Zagajewski ma swój dobrze rozpoznawalny styl. Precyzyjnie dobiera słowa, które mimo iż nie zostają ubrane w wieloznaczne, wyszukane metafory, przekazują treści niezwykłe, pełne, skomplikowane w swojej prostocie. Tradycyjnie też w tomiku obok wierszy rozbudowanych, przemyślanych i ułożonych w logiczną całość, (np. „Idź przez to miasto”, „Muzyka słuchana z tobą”, „Europa w zimie”), występują wiersze krótkie, jakby ułożone na prędce, zapiski wręcz, czy zadumania, aby słowo nas zatrzymywało, brzmiało inaczej, (np. „Sylwester 2004 „, „Zurbaran”, „Obrona poezji”). Marcin Hałaś w swej recenzji wprawdzie nie może sobie darować kilku złośliwości na temat zacięcia publicystycznego Zagajewskiego, wikła wręcz poetę w jakieś salony, układy i koterie, wypomina sympatie i poglądy polityczne („Jedwabne”, „Stary Marks”), jednak uczciwie przyznaje, że :” jest w tym tomie kilka pięknych, frapujących, doskonale spointowanych wierszy. Nade wszystko te, w których autor spogląda w przeszłość: chodzi zarówno o doświadczenie osobiste, jak i tropy dotychczasowej twórczości. „Pytam ojca: co robisz całymi dniami? Wspominam”. Tak brzmi motto do wiersza zatytułowanego „W małym mieszkaniu” (mieszkaniu w Gliwicach)”.
Ale Zagajewski ma tę umiejętność, że nawet jak pisze o swoim ojcu, to każdy ujrzy tam własnego ojca, doświadczenie jednostkowe zmienia się pod piórem mistrza w uniwersalne współodczuwanie i współrozumienie… Według mnie to zasługa także owego, wspomnianego już stylu. „Zagajewski od wielu lat konsekwentnie realizuje estetyczne zadanie tworzenia pięknych rzeczy i utrwalania wnętrza chwil, żarliwie broniąc poezji, wysokiego stylu oraz łączyć radość istnienia z momentami rozpaczy” – celnie zauważa Krynicki. Ale też potrafi poeta uważnie obserwować, wyciągać wnioski, interpretować swe spostrzeżenia… powie ktoś, „jak każdy poeta, powinien to robić” – zgoda, ale Zagajewski poprzez swoje utwory, śmiem twierdzić, potrafi czytelnika tej sztuki nauczyć. Trudnej sztuki oglądu krótkiej chwili i błyskawicznej jej uniwersalizacji! Jak pisał sam w wierszu opublikowanym ćwierć wieku temu:

„Tylko w cudzym pięknie
jest pocieszenie, w cudzej
muzyce i obcych wierszach.
tylko u innych jest zbawienie,
choćby samotność smakowała jak
opium. Nie są piekłem inni,
jeśli ujrzeć ich rano, kiedy
czyste mają czoło, umyte przez sny.
dlatego długo myślę, jakiego
użyć słowa, on czy ty. Każde on
jest zdradą jakiegoś ty, lecz
za to w cudzym wierszu wiernie
czeka chłodna rozmowa.”

Mariusz Kubik podsumowuje: „Odnalezienie wytchnienia w świecie dawnych mistrzów, wzbogacenie bagażu pamięci, szukanie prawdy – to wszystko Zagajewski z niezmienną mocą udostępnia swoim wytrwałym i nowym czytelnikom”. Mistrzowsko ułożone, albo może raczej mistrzowsko rozsypane frazy, zarysy pojawiających się myśli, pytań i odpowiedzi. Można czytać je jako całość, albo każdą z osobna. Od początku do końca, lub od końca do początku. Obojętnie jak, ale przeczytać trzeba.
Na pewno.

                                                                                                                                                                                 Grzegorz Derner

 

SALONIKOWE WIEŚCI

 

SALONIK ARTYSTYCZNY Filii nr 16

 

Witam miłośników literatury, zwierząt i dobrej kuchni.

Na początku tygodnia (w poniedziałek) obiecałam,  że opowiem Wam o spotkaniu dyskusyjnym, które odbyło się 16 września w Naszym i Waszym SALONIKU ARTYSTYCZNYM.
Słowa dotrzymałam.
Usiądźcie teraz wygodnie i posłuchajcie.

16 września

Spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki – DIALOG

Olga Tokarczuk

“Prowadź swój pług przez kości umarłych”

 

To Był Wrzesień.
Trzeci piątek miesiąca.
Ostatnie dni lata.

 Słońce coraz niżej. Ale to nic nie znaczy, kiedy w SALONIKU ARTYSTYCZNYM Filii nr 16 spotykają się członkowie DKK – DIALOG. Pogoda to tylko tło do naszego wspólnego dyskusyjnego obrazu.

W tym dniu każdy z dyskutantów wziął swój pług i poprowadził go przez miasta, by dotrzeć tu – w umówione i znane miejsce.

My pracownicy Filii nr 16 doskonale wiemy, że strudzonych podróżnych należy i nakarmić, i napoić. Dlatego w Saloniku już unosi się przyjemny zapach kawy. Kawa w towarzystwie zapachu świecy. To doskonały duet, który daje początek wspólnej podróży w słowa znakomitej pisarki Olgi Tokarczuk. Ale nie myślcie, że to już koniec. Jeszcze jest z nami sowa, mądrości piękno. Ustawiona na piedestale czasem podpowiada nam jakieś słowa, a wszystko po to, by mądrze potoczyła się dyskusja. (Zresztą zawsze tak się toczy, a kto  niedowiarkiem? – niech sprawdzi).

Powiem Wam jeszcze o jednym ważnym szczególe. Otóż przed każdym spotkaniem DKK, oprócz tego, że do Saloniku zaprosiłam Was – Wszystkich Czytelników, to nasi stali członkowie dodatkowo otrzymują specjalne zaproszenie. Zaproszenie SMS. W treści zaproszenia wysłanego drogą komórkową ukryte są najistotniejsze wątki naszej lektury.
To taki sprawdzian. Po odpowiedziach wiem, czy do ostatniej kropki została przeczytana książka.

Zaproszenie SMS

Witam Moje drogie obrończynie zwierząt. Wierzę, że dokonałyście już dogłębnej analizy środowiska.
Mam nadzieję, że pasjanse komu trzeba – postawione!
Nasze spotkanie w tym miejscu co zwykle i o stałej godzinie.
Omówimy szczegóły! Kogo? Kiedy? I gdzie?
Odpowiednie listy wysłałam i jak zwykle odpowiedzi brak. A przecież jeszcze wariatką nie jestem? Ale ukarać kogo trzeba – to trzeba.
Do jutra Wasza jeszcze nie Janina D.

SMS-y zwrotne nadchodziły szybko. Zacytuję je w dalszej części mojej relacji, którą przedstawiam Wam z ogromną przyjemnością.

W saloniku Wszystko przygotowane na przyjęcie gości. Kropka nad i – postawiona.

Gdy zbliżała się godzina 18.00, przed biblioteką słychać warkot pługów. To pługi dyskutantów. Widziałam jak zaparkowała Ewa S., (Koła prościutko – super kierowniczka), zaraz za nią Robert D. z Wiadomości Rudzkich. Widzimy, że pług prowadzą także Krystyna K. i Jadwiga Ch., punktualna jest również Jolanta O., ale o minutę wyprzedziły ją Gabriela M. i Zdzisława W. Tuż po 18.00 przed drzwiami biblioteki swoim pługiem stanął Mirosław K. Przyjechał w towarzystwie córeczki Lidzi. W  trakcie dyskusji dołączył Janusz S.

A my pracowniczki biblioteki jak zwykle czekamy na wszystkich z utęsknieniem i otwartymi ramionami. Gości w SALONIKU witają Ewa W., Zofia Sz. i Ja Danuta D.O.

Smutno nam tylko, ponieważ tym razem na spotkanie nie dotarły Marta I., Adriana K., Joanna G. i Maria S. Halina O. Jednakże usprawiedliwiły swoją nieobecność. Usprawiedliwienie przyjęte. Cóż – samo życie!

Na początek uściski i powitania. Po długiej dwumiesięcznej przerwie, przed oficjalnym rozpoczęciem dyskusji o książce, wszyscy szybciutko wymienili parę cennych informacji na temat wakacyjnych wypraw.

W tym samym czasie w zaskakująco szybkim tempie od słodkości, słoności itp. zaczął uginać się prozatorski stół.

I zanim coś o książce – to należy wyjaśnić komu zawdzięczamy te smakołyki, które będziemy przegryzać jak kawałki życia w trakcie dysputy o mrocznych wątkach naszej literackiej przygody z Olgą Tokarczuk.

 Ewa S. przyniosła urodzinowy poczęstunek. Pragnęła podzielić się swoją radością. (Całkiem niedawno obchodziła 18–tkę. Pięknie wygląda w tym swoim wieku). Jola O. wraz z weselnym kołaczem przyniosła weselne przeżycia. Jola w czasie wakacyjnej przerwy za mąż wydała swoje dwie urocze córki (nasze czytelniczki).

To miłe, że spotkania, w których książka zajmuje czołowe miejsce nie brakuje także rozmów o sprawach rzeczywistych, które dotykają każdego z nas tu i teraz.

Ale przejdźmy do Olgi Tokarczuk.

Olga Tokarczuk. Pisarka wszystkim dobrze znana. To trzecia książka, po „Annie In w grobowcach świata” i :Biegunach”, o której będziemy rozmawiać w DKK. Dziś O. Tokarczuk mówi  „Prowadź swój pług przez kościach umarłych”.

I ostrzega

           „A teraz uważajcie”

         „Razu pewnego, obrawszy niebezpieczną drogę,
         Człowiek prawy z pokorą kroczył
            Doliną śmieci”

Takie jest motto wprowadzające nas w pierwsze dotknięcie wyboistej ziemi,
po której przyjdzie nam kroczyć tuż za pługiem. I idziemy myśl, za myślą.

 

To że nasza rozmowa od samego początku zapowiadała się ciekawie, świadczyły już odpowiedzi, na moje dziwne zaproszenie.

Jako właścicielka dwóch czworołapnych zwierząt niezwłocznie udam się na spotkanie. Okaże się czy nie „zwariowałam” na ich punkcie. Dobrze że nie Janina. Do miłego Ewa

I tu są dylematy. A właściwie ich nie ma. Ewa próbowała wcielić się w postać Janiny Duszejko i zrozumieć jej  sposób myślenia. Ale Ewa wie, ze zwariowanie na punkcie swoich pupilów nie jest równoznaczne z możliwością podjęcia decyzji o samosądzie. O ukaraniu najwyższą karą z pośród wszystkich możliwych, dręczycieli zwierząt i kłusowników. Dlatego słowa Jak dobrze że nie Janina, mówią o prawości naszej Ewy S. Nie można na pierwszym miejscu stawiać negatywnych emocji i z satysfakcją największej miary poddać się ich działaniu.

 Nareszcie nasze spotkanie – napisała Ewa W. Czekam na nie z napięciem, oj co to będzie? Może razem wpadniemy na ślad jakiejś tajemnicy… Razem odkryjemy ciemne strony mocy. Pozdrawiam Ewa

I odkrywaliśmy tajemnice i rozjaśnialiśmy strony, specjalnie zaciemnione przez autorkę, strony –  które miały być odkrywane przez nas – czytelników.

Ważną rolę w tej powieści odgrywa astrologia. Astrologią dogłębnie zainteresowana jest główna bohaterka. To ona wskazuje, że wszystkie dokonane morderstwa były dokładnie takie, jak wynikało to z horoskopów stawianych ofiarom.

W związku z tym Jadwiga Ch, pisze, trochę się przestraszyłam i trudno mi uwierzyć, że możesz przejść taką metamorfozę! (to niby o mnie). Tak na wszelki wypadek przyjdę na to spotkanie, bo nigdy nie wiadomo co Ci tam wyszło w tym pasjansie.

Ta odpowiedź to znak, że moje słowa, zadziałały prawidłowo. I długo dyskutowaliśmy o roli astrologii w życiu człowieka. Czy ludzie wierzący w horoskopy, numerologię, wróżby, nie popadają w paranoję i skrajności? I bez przepowiedni nie ruszą się z miejsca? Przecież to nie tylko literacka fikcja. To również rzeczywistość.

Krystyna K. na zaproszenie także odpowiedziała jednym z wątków poruszonych w książce. Pisze Będziemy jeśli Sarny – Dziewczynki nas nie „załatwią”  

Myślę, że osoby które przeczytały książkę, wiedzą o co chodzi.

Asia, nie mogła z nami dzisiaj podyskutować i napisała mi tak. „Ten sms to chyba pomyłka, albo ja fiksuję”. (Asia nie przeczytała książki, dopiero nadrobi zaległości).

„Prowadź swój pług przez kości umarłych” to znów inna Olga Tokarczuk. Inny sposób narracji, inne widzenie świata, inny rodzaj proponowanej literatury.

Autorka daje czytelnikowi pod rozwagę wszystkie sprawy głównej bohaterki. Przy czym nie ocenia jej postępowania, i nie ocenia postępowania jej przyjaciół, i pozostałych postaci występujących w książce. Ale my powinniśmy porozmawiać o ocenach jakie wystawialiśmy literackim bohaterom poznawanym w trakcie czytania. Musimy więc znaleźć odpowiedzi. Dojść do konkretnych wniosków. I te pytania stawiamy. A odpowiadając – dyskutujemy. O samosądach! O winie i karze! O prawdzie! O emocjach! Cały czas mając na uwadze, zarówno treść książki jak i realną rzeczywistość.

I tak mijały nam godziny. Ze wszech miar staraliśmy się poprowadzić pług Olgi Tokarczuk, po swojej drodze. Po zaoranej mapie własnych doświadczeń i przemyśleń. Rozmowy toczyły się i toczyły. W trakcie dyskusji nie chcieliśmy prowadzić pługu tylko i wyłącznie po powierzchni ziemi. Próbowaliśmy zaorać tę ziemię i głęboko, i szeroko, ale nie po kościach umarłych. Tak pług prowadziła Janina Duszejko. Naszym celem było, pozbierać te tytułowe kości, nadać im poprawny i słuszny kształt, by ze spokojnym sumieniem pójść do domu. Myślę, że to się nam udało. Ponieważ pomimo zła, to i tak ten moralny kręgosłup posiada – Człowiek.

Dlatego poniższy list podpisany przez Duszejko jest bardzo ważny dla każdego, kto poszukuje prawdy.

Do Policji

„Zmuszona jestem napisać ten list, ponieważ niepokoi mnie brak postępów miejscowej Policji w śledztwie w sprawie śmierci mojego sąsiada w styczniu tego roku oraz śmierci Komendanta półtora miesiąca później.

Oba te smutne zdarzenia nastą[iły w mojej najbliższej okolicy, nie będzie więc dziwić Państwa, że czuję się nimi osobiście Poruszona i Zaniepokojona.

Uważam, że wiele oczywistych dowodów wskazuje na to, że zostali oni Zamordowani (…).”

Z poważaniem –

Duszejko

Tym listem „Do Policji” – głównej bohaterki i moim mrocznym wierszem

* * *

jest taka ziemia
na którą nawet nie spojrzy
słońce
i urodzi się
nic
i nic nie zapłacze
nad losem nie – pozbieranym przez nikogo
pozostaną tylko nie – umarłych kości
zagadki dla tych
co już nie – urodzą się
nigdy

 Z poważaniem –

 Dąbrowska-Obrodzka

zakończę dywagacje na temat pługów prowadzonych w SALONIKU ARTYSTYCZNYM Filii nr 16. A było co prowadzić. To znaczy było o czym rozmawiać. W przeciwnym razie czy siedziałbyś na twardym drewnianym krześle od 18.00 do 21.30? Co prawda stół uginał się, i od książek, i smakołyków przegryzanych pomiędzy dywagacjami, a mocna kawa również zrobiła swoje. Dlatego W tym konkretnym przypadku twardość drewnianych siedzisk nikomu, w niczym nie przeszkadzała.

Ale gdyby nie Człowiek – cóż by to wszystko znaczyło? Ten konkretny Człowiek, który przychodzi tu – do nas – niezależnie od tego czy słońce czy deszcz. To właśnie On – ów Człowiek, tworzy to wszystko co układa się w jedną całość – w Dyskusyjny Klub Książki – DIALOG. Przyjdź do nas i Ty.

Zapraszamy.

Kolejne spotkanie już 14 października o godz. 18.00

CZEKAMY NA CIEBIE!

Pozdrawiam Wszystkich cieplutko. Do zobaczenia.

                       Danuta Dąbrowska-Obrodzka, moderator DKK

SALONIKOWE WIEŚCI

 SALONIK ARTYSTYCZNY Filii nr 16

 

ZAPROSZENIE

 

SERDECZNIE ZAPRASZAMY

 

NASZYCH NAJMŁODSZYCH CZYTELNIKÓW

NA ZAJĘCIA PLASTYCZNE

 PT. “JESIENNE  DRZEWKO” 

ZAJĘCIA ODBĘDĄ SIĘ

W SALONIKU ARTYSTYCZNYM FILII NR 16

22 WRZEŚNIA O GODZ. 16.00

 

SALONIKOWE WIEŚCI

SALONIK ARTYSTYCZNY Filii nr 16

Drodzy czytelnicy! Witamy Was w poniedziałkowe południe.

Rozpoczynamy nowy pracowity tydzień. Oczywiście nie możemy zapomnieć o książce. Pewnie każdy z Was ma swój ulubiony rodzaj literatury. Nie mniej my bibliotekarze jesteśmy po to, aby nie tylko trafiać w Wasze gusta, i preferencje czytelnicze, ale pragniemy również, abyście czasem zeszli ze swojej ulubionej ścieżki i pozwolili poprowadzić się naszymi drogami.

Dlatego mam nadzieję, że zdobyliście książkę, którą Wam poleciłam w minionym tygodniu. Pewnie część z Was poprowadziła już swój pług po kartach powieści Olgi Tokarczuk, a część jest jeszcze na zakręcie i dopiero wyjdzie na prostą, by z wypiekami na twarzy dotrzeć do mety czyli zakończenia.

Jak wiecie z wcześniejszej informacji i zaproszenia w SALONIKU ARTYSTYCZNYM Filii nr 16, 16 września miała się odbyć dyskusja na temat wspomnianej wyżej książki i oczywiście jak zawsze dyskutanci nie zawiedli.

Jesteście  ciekawi – jak przebiegała rozmowa?
A może chcielibyście posmakować atmosfery jaka panuje na naszych dyskusyjnych spotkaniach?
Mam nadzieję, że tak!
O wszystkim opowiem Wam w najbliższych dniach.
Dzisiaj zachęcę Was do przeczytania książki, którą w DKK-DIALOG,  mieliśmy okazję omówić wcześniej.

Poniedziałek to doskonały dzień, aby kolejny tydzień rozpocząć od dobrej literatury. rozpoczynamy zatem porę na dobrą książkę.

 

PORA NA CIEKAWĄ KSIĄŻKĘ

 

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI – DIALOG

POLECA

MO YAN

                “OBFITE PIERSI, PEŁNE BIODRA”


Chiny – krwawa historia XX wieku

JAK się domyślacie – to nie była podróż życia w sensie turystycznej wędrówki wzdłuż Chińskiego Muru. (PODRÓŻ CZYTELNICZA – OCZYWIŚCIE).  Jednakże z całą pewnością była to podróż krwawej bitwy o przetrwanie.

Wędrowaliśmy po wszystkich słowach, jakie Mo Yan zawarł w swojej książce pt. “Obfite piersi, pełne biodra”. Historia Chin przedstawiona na 638 stronach powieści, z których każda to niezwyczajny opis rodzinnych, codziennych zmagań z kolejami przedziwnego losu. Losu nierozerwalnie związanego z burzliwą, prawie stuletnią bezwzględną historią.

Trudna to była lektura. A nasz “pobyt w Chinach” to kolejna lekcja, która uczy pokory – szacunku do najwyższej wartości, jaką jest życie człowieka. Jak dobrze, że po “powrocie” doceniamy to, co przed podróżą wydawało się w naszej rzeczywistości tak normalne, a czasem wręcz banalne, czego na co dzień po prostu nie dostrzegamy.

Autor tej książki nie pozwolił nam – nawet na moment – odetchnąć. Nie dał nam czasu na odprężenie, na spadek napięcia. Nie mogliśmy spokojnie posiedzieć przed wiejską chatą z kubkiem chińskiej herbaty w ręku i popatrzeć na ryżowe pola, na spokojne twarze wiejskich gospodyń. Nie było również okazji zakosztować regionalnych potraw. Bieda i głód!

A My przybysze i obserwatorzy od rana do wieczora małymi łykami piliśmy jedynie
gorycz zmieszaną ze smutkiem i przerażeniem. I to wcale nie z tej słynnej pięknej
chińskiej porcelany. Zapytacie – co to była za ekspedycja? Odpowiem, że bardzo trudna.

Jak ją skomentować, aby mimo tych drastycznych przeżyć zachęcić Was do tego wyjazdu? Przewodnikiem Waszym będzie nie tyle autor, co narrator, który od urodzenia uczestniczył
w wydarzeniach i na swój sposób ze wszech miar stara się przekazać wszystko to, co widział.

Powieść “Obfite piersi, pełne biodra” czyta się z wypiekami na twarzy. To, co tam się dzieje bez wątpienia stresuje, drażni, irytuje, a jednocześnie nie pozwala oderwać się od tych wszystkich opisów, od tych słów, które powodują ogromne spiętrzenie emocji. Wchodzimy w sam środek wydarzeń, w sam środek innej kultury.

Tę książkę należy czytać bardzo uważnie, ponieważ nie sposób pominąć, jakiegoś z pozoru błahego wątku. Tam jedno wydarzenie zależy od drugiego. Relacja przyczynowo-skutkowa. Wszystko jest tak samo ważne. Wielość postaci, ich zachowanie – to działa jak jeden ogromny organizm.

Czytelnik bije się z emocjami, podczas gdy bohaterowie doznają bólu fizycznego.

Mo Yan skupił swoją uwagę na zachowaniach behawioralnych. Całą psychologiczną resztę pozostawił czytelnikowi. Bardzo umiejętnie wprowadza do powieści realizm magiczny. Odwołuje się do naszej wyobraźni i miejscami epatuje tym, co niezwykłe i zarazem dziwne i niezrozumiałe dla zwykłego śmiertelnika.

Wszystkie osoby biorące udział w opisanych wydarzeniach mają nadane historyczne bądź symboliczne imiona. Dlatego też należy bardzo wnikliwie przejść przez te 638 zapisanych stron.

Książka rozpoczyna się od dwóch porodów. Rodzi kobieta. Rodzi oślica. Kobieta w osamotnieniu urodziła kolejną piątą już córkę i upragnionego syna. Oślica również ocierając się o śmierć, ale z pomocą wielu osób wydała na świat swojego potomka.

Jedyny i upragniony syn kobiety, od urodzenia obsesyjnie uczepił się piersi matki. Tylko na krótki moment stara się z nad tych piersi wychylić głowę – popatrzeć na otaczającą przestrzeń i opowiadać o tym, co udało mu się zobaczyć.
Chłopiec jest kluczową postacią utworu, ale pozostali bohaterowie wszystkich wątków i tych głównych i tych pobocznych są na równi z nim ważnymi osobami, z którymi zamierzał zapoznać czytelnika autor książki.

W tej niesamowitej historii mocują się z sobą śmierć i życie. Przekomarzają się i walczą. Zarówno śmierć, jak i życie nie mają zamiaru poddać się w tej szalonej walce ani nawet na moment jedna drugiej ustąpić chociażby kawałeczek zagarniętego bezprawnie miejsca. Czy w takiej sytuacji są zwycięzcy i zwyciężeni?

Wybierzcie się do Chin.

Szczęśliwej podróży.

Danuta Dąbrowska-Obrodzka, moderato DKK

SALONIKOWE WIEŚCI

SALONIK ARTYSTYCZNY Filii nr 16

 

  Promuj czytelnictwo.

Przyłącz się do Dyskusyjnego Klubu Książki

ZAPROSZENIE

Dyskusyjny Klub  Książki – DIALOG
serdecznie zaprasza
wszystkich miłośników literatury współczesnej,

na kolejne spotkanie dyskusyjne,
które odbędzie się 16 września o godz. 18.00.

oczywiście W SALONIKU ARTYSTYCZNYM Filii nr 16

Tym razem będziemy rozmawiać o książce
Olgi Tokarczuk
pt. „Prowadź swój pług przez kości umarłych”.

Jako moderator DKK polecam Wam
tę właśnie lekturę na wrześniowe wieczory bieżącego tygodnia .

Moi drodzy jako, że jesteśmy jeszcze przed dyskusją nie opowiem Wam jakie treści zawiera ta książka.

Uchylę tylko rąbka tajemnicy.

 Główną bohaterką jest starsza kobieta, obrończyni zwierząt, której pasją jest astrologia. W trakcie czytania przekonacie się, jak ważne są te dwie informacje. Dopowiem Wam jeszcze, że akcja rozgrywa się w Kotlinie Kłodzkiej. Tam właśnie następuje seria zgonów kłusowników i krzywdzicieli zwierząt.
Dodam, że książka pt. “Prowadź swój pług przez kości umarłych” to moralny thriller, który trzyma w napięciu do ostatniej strony.

Życzę wam miłej lektury, którą mam nadzieję przeczytacie i w piątek przyjdziecie o tej książce podyskutować.
Serdecznie zapraszam.                                   


POETYCKIE SEKWENCJE

NA WRZEŚNIOWE DNI

 

* * *

w mieście
któremu patrzę  w oczy
spóźnił się tramwaj

w torebce mam sprawy do twarzy
i bilet do towarzystwa

na przystanku jak zwykle
nieznajomi znajomi
wszyscy z wszystkimi bez słów
o tym samym

 w śniegu i w słońcu
zmieniają tylko buty na czas

częstują się mrugnięciem powiek
jak skinieniem głowy

spóźnił się tramwaj

współspóźnieni
mieli okazję wyprostować do siebie
usta …

                       Danuta Dąbrowska-Obrodzka


 

 


 

 

SALONIKOWE WIEŚCI

SALONIK ARTYSTYCZNY Filii nr 16

 

Witamy w sobotni wrześniowy poranek.
Życzymy Wam, przyjemnego odpoczynku po tygodniowym fizycznym i psychicznym przepracowaniu.
Aby przyczynić się do tego, by umilić WAM te dwa popołudnia polecamy  nostalgiczne sam na sam z poezją. To oznacza, że nadeszła pora na dobry wiersz.

PORA POEZJI

 

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

KLUB LITERACKI – BARWY

POLECA

Julia Hartwig  – Tomik poezji pt. ” To wróci”

Przyjęło się mówić o Julii Hartwig że to – obok Wisławy Szymborskiej – druga „wielka dama” polskiej poezji. Rzeczywiście w ostatnich latach autorka jest niezwykle aktywna twórczo – wydaje co roku nowe książki z poezją, esejami, przekładami i dziennikami jej licznych podróży. Nie może być jednak inaczej, bo interesuje ją wszystko “z bardzo różnych okolic życia”. W samym tylko 2007 roku na rynku ukazały się dwie książki sygnowane nazwiskiem Hartwig – rewelacyjny zbiór szkiców Podziękowanie za gościnę (wyd. słowo/obraz terytoria) i nowy tomik wierszy To wróci (wyd. Sic!).

Niełatwo znaleźć wspólny mianownik dla tych wierszy połączonych jednym tytułem To wróci. A jednak, gdy przeczytamy te czterdzieści wierszy, nie opuści nas szybko poczucie, że mają ze sobą trochę więcej wspólnego niż na pierwszy rzut oka widać. Wiersze Julii Hartwig są często krótkie, wręcz aforystyczne, napisane z wielką prostotą, ale – jak to często bywa z poezją późnego wieku – dotykające tematów zasadniczych dla egzystencji jednostki. Wielką rolę gra w tej poezji chwila, zapatrzenie, nagłe skojarzenie – jak pisze Jerzy Jarzębski – z każdego zetknięcia z materią życia może nagle wysnuć się refleksja o nieskończoności. Można powiedzieć, że proste zdarzenia i doznania obciąża coraz większe pragnienie, aby coś istotnego znaczyły – przyłożone do niepowrotnie utraconej przeszłości i wciąż nie rozpoznanej, a coraz to dla jednostki szczuplejszej przyszłości.

O wielka radości odczuwania smutku i cierpienia
O doświadczenie, które krążysz w naszych żyłach
Co z tobą począć? Co począć?

(„Serce dnia”)

Co począć ze światami, które były kiedyś naszymi? Co począć z przeżyciami, na które nie ma już miejsca? Co począć z odłamkami innej rzeczywistości, które utkwiły w nas i – niepodatne na żadną zmienność – nadal stanowią tak istotną, choć dla innych już niezrozumiałą, sferę życia?

Spokojny i zapatrzony
nie przestawał być gdzie indziej
bo wnętrze jego pełne było obrazów

(„Gdzie indziej”)

Taki jest ten tom wierszy, w którym scena goni scenę, przesuwają się przed oczami kolejne miejsca, osoby, realia… Poetka przemieszcza się w czasie bez kłopotu. Ale to nie przynosi jej ulgi. Ciężar istnienia staje się bardziej uciążliwy, jeśli „wnętrze jest pełne obrazów”. Ukojenie jest być może dostępne jedynie poza ową wielowymiarową sferą przeżycia, poza „krążącym w żyłach” doświadczeniem. Poza przeszłością i przyszłością, w wątłej realności tego, co trwa:

Stanęła w ciemności przy oknie i patrzyła
Czarne jezioro bezksiężycowe niebo
ciemny ledwo widoczny zarys nagich gór
wszystko zatopione w utajonym napięciu trwania

Oddalenie od własnego istnienia było tak wielkie
obcość tak kojąca
jakby dusze zapomniały o tym co przeżyły (…)

(„Nocą w Bellagio”)

Być może dla poetki najpełniejszym szczęściem pozostaje owa związana z ogromem doświadczeń „wielka radość odczuwania smutku i cierpienia”. Być może do pełnego szczęścia konieczne jest doświadczenie przemijania. Albo może odwrotnie – moc trwania jest tak wielka, że „dusze zapominają o tym co przeżyły”, na chwilę uwalniają się od ciężaru doświadczenia i związanego z nim nieodłącznie czasu.

W tym zbiorze szczególnie daje o sobie znać upodobanie Hartwig do muzyki, która podobno zawsze towarzyszy jej podczas pracy. Pisze piękne wspomnienie o zmarłym wiolonczeliście Mścisławie Rostropowiczu (“Rostropowicz”), o sonatinie Ravela (“Bagatelka”), uczuciach i zmiennych nastrojach, jakie towarzyszą słuchaniu Wariacji na temat Diabellego Beethovena (“Na temat wariacji Diabellego”), pieśniach Schuberta (“Pociecha”). Nie mówiąc o prawdziwym portrecie Janis Joplin (“Janis”), kiedy zaznacza beznadziejne wołanie o pomoc triumfatorki estrad.

To wróci można więc czytać także jako wędrówkę w poszukiwaniu sekretu piękna, albo może sekretu wielkości, poetyckiego, malarskiego czy muzycznego geniuszu. O ten sekret pyta poetka wielu twórców: Keatsa, Iwaszkiewicza, Goethego, Miłosza, Dantego, Norwida, Van Gogha, Celnika Rousseau, Diabellego, Rimbauda, Krystiana Zimmermana, Lutosławskiego, a ich odpowiedzi są z reguły proste – i nieskończenie trudne w realizacji, jak ten postulat wiary w realność naszych tworów, która każe Celnikowi Rousseau bać się namalowanego przez siebie tygrysa.

Leszek Szaruga zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt wierszy z tego tomu: ich narracja “zawieszona jest w jakimś >pomiędzy< – pomiędzy realnością i nierealnością, między czasem przeszłym i przyszłym w ich niedokonaniu. Dokonaniem jedynym – a i ostatecznym – jest to, co, jak zwiastuje pointa” wiersza zatytułowanego “Blues”:

przychodzi tak niespodziewanie
to przychodzi
o tak
tak niespodziewanie.

Może najdobitniej właśnie dociera do nas “logika paradoksu, jakim naznaczona jest nasza egzystencja” – z jednej strony skazanie na nieuchronną katastrofę, z drugiej przejście nad nią do porządku. Jednym, co wydaje się pewne, to niepewność, celowe błądzenie pod “ciężkim oddechem wszechświata” (świetnie opisane w wierszu “Zona”). Ale też jest w tym niezgoda na to, co znane – los człowieka. My przecież wciąż “czekamy na inną opowieść” – co więcej, powtarzam za L. Szarugą – “wiemy, że ona istnieje, wyczuwamy jej rytm, choć nie znamy melodii”. Wiemy jedynie, że nasze życie jest jej zapowiedzią. I to może jest najbardziej charakterystyczne dla późnej, pełnej filozoficznej zadumy poezji Julii Hartwig.

                                                                           Tekst: Grzegorz DERNER – Klub Literacki – BARWY

Życzymy Wam miłej lektury. Serdecznie pozdrawiamy, bibliotekarki Filii nr 16

 

 

 

SALONIKOWE WIEŚCI

 

SALONIK ARTYSTYCZNY Filii nr 16

 

Serdecznie witamy
wszystkich naszych czytelników,  użytkowników bibliotek.

Jest mam niezmiernie miło, że prowadząc bibliotecznego bloga, mamy okazję podzielić się z Wami wszystkim tym, co ciekawego dzieje się w naszej filii.

Po wewnętrznych dyskusjach doszłyśmy do wniosku, że po kilku dniach takich oficjalnych informacji – nadeszła pora, aby poznać się lepiej i zmniejszyć ten oficjalny dystans. Jesteśmy przekonane, że przyjemniej jest rozmawiać w taki sam sposób, jak rozmawiamy w bezpośrednich kontaktach – kiedy przychodzicie do biblioteki po „coś do czytania”, „po ważną informację”, „po literaturę faktu”, bądź konkretną książkę, którą macie ochotę przeczytać.

Chcemy Was również poinformować że w związku z tym, że nasz blog zatytułowałyśmy „Filia nr 16 – Biblioteka na każdą porę”, Proponujemy:

Porę dobrej książki.       
Porę poezji.


Porę na informację

Dodatkowo z SALONIKU ARTYSTYCZNEGO Filii nr 16, który to salonik jest zarówno czytelnią oraz salą, w której odbywają się różnego rodzaju biblioteczne imprezy kierowane do lokalnej społeczności, będziemy dla Was relacjonować wszystkie odbywające się w nim kulturalne wydarzenia. Oczywiście będzie nam niezmiernie miło, jeżeli w tych imprezach będziecie uczestniczyć.

To właśnie dla WAS drodzy czytelnicy i klienci biblioteki organizujemy spotkania dyskusyjne, wieczory autorskie, turnieje jednego  wiersza, warsztaty literackie, spotkania z seniorami, zajęcia plastyczne, konkursy dla dzieci oraz lekcje biblioteczne dla uczniów wszystkich typów szkół.

 

 

 

  

 

 

 

 

 

 

Dlatego też na bieżąco będziemy Was informować i zapraszać na wydarzenia kulturalne, które odbywać się będą w Naszym i Waszym SALONIKU ARTYSTYCZNYM.

Zapewniamy, że dodatkowo w towarzystwie znanych pisarzy oraz różnorodnych krajobrazów, które upiększają ściany saloniku i tworzą jedyną w swoim rodzaju galerię obrazów, miło spędzicie swój wolny czas.

Wolne miejsca czekają przy stole

Odwiedźcie nas osobiście i odwiedzajcie nas w sieci.

Życzymy Wam wszystkiego co najpiękniejsze i serdecznie pozdrawiamy.

Danka, Ewa i Zosia – wszystkie pracowniczki Filii nr 16.

 

Pora na dobrą książkę.

 DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI – DIALOG  –  POLECA

 

Carlos Ruiz Zafón

“Cień wiatru”

 

      * * *
Cień wiatru
kładzie się szarością
na śladach naszych stóp
Pozostaje tylko szelest
Z odległości usłyszymy
Drgające jeszcze
ramiona drzew

   Danuta Dąbrowska-Obrodzka

 

BARCELONA.
ROK 1945.
ŚWIT.
CISZA.

– Istnieją takie miejsca, które trzeba i można oglądać jedynie w ciemnościach.

Z lekkim dreszczykiem błądzimy po ospałych jeszcze ulicach Barcelony. Idziemy po śladach dziewięcioletniego Daniela Sempere na Cmentarzysko Zapomnianych Książek. Daniel kroczył za ojcem, który zaraz powierzy mu wielką tajemnicę.
Docieramy do celu wędrówki.

– Danielu, to, co dzisiaj zobaczysz, masz zachować wyłącznie dla siebie.

W labiryncie korytarzy, tuneli, schodów, platform i mostów wchodzimy w zakamarki, gdzie na regałach z półkami czekają książki. Książki ocalałe od zapomnienia.

Każda z nich posiada własną duszę. I to zarówno duszę tego, kto daną książkę napisał, jak i dusze tych, którzy tę książkę przeczytali i tak mocno ją przeżyli, że zawładnęła ich wyobraźnią.

– To miejsce jest tajemnicą i miejscem świętym.

Nabożnie i po cichutku bez jednego szelestu słowa błądzimy wzrokiem po niewyczerpanej zawartości zapisanych wersji wydarzeń.

Przyjęte jest, że osoba, która po raz pierwszy odwiedza to miejsce, musi wybrać dowolną książkę i przyjąć ją pod swoja opiekę, zaadoptować ją, tak by nigdy nie dotknęło jej zapomnienie. To bardzo ważne przyrzeczenie. Na całe życie.

– A dziś ty musisz dokonać wyboru.

Dokonujemy wyboru. Dotkykamy tej jedynej. Czekała na nas przez lata całe, tak samo cierpliwie, niczym ta tajemnicza powieść, wyrywająca się do chłopięcych dłoni dziewięcioletniego Daniela. Z pośród niezliczonej ilości tomów on wybrał Cień wiatru.
Ten sam tytuł przylgnął także do naszych rąk.

I wędrujemy za młodym czytelnikiem. Wraz z nim szukamy sposobów rozszyfrowania mrocznej tajemnicy bezpośrednio związanej z wybraną przez Daniela książką. Daniel, spragniony przeczytania kolejnych powieści autora Cienia wiatru, bezskutecznie poszukuje jego książek. Raz po raz trafiał na dziwne zbiegi okoliczności, i na własną rękę zamienia się w detektywa.

Zadanie okazało się bardzo trudne. Zbyt trudne do szybkiego i natychmiastowego rozwiązania i zaspokojenia młodzieńczej ciekawości.

Mijały lata. Daniel nie ustępował w poszukiwaniu książek autora Cienia wiatru, jak i samego pisarza.

Autor  Cienia wiatru przeplata różnorodne wątki i aspekty życia człowieka. Nie pomija miłości, zauroczenia, smutku, tragedii, zdrady i śmierci.

Najważniejszym i wiodącym tematem książki pozostaje historia dramatycznego losu pisarza Juliana Caraxa.

Wgłębiając się we wszystkie tajemnicze oraz dramatyczne i kryminalne wątki, ocieramy się o różne niewiarygodne wersje wydarzeń. Finału nie mogę Wam zdradzić.

Powiem tylko, że autor umiejętnie prowadzi czytelnika poprzez dramaty rodzinne, dramaty osobiste wszystkich bohaterów swojej powieści. Te ludzkie losy powoli zaczynają układać się w jedną nierozłączną całość. Mroczne klimaty częściowo wprowadzają nas w świat irracjonalnej przestrzeni, miejscami nawet o wymiarze horroru. Spotykamy człowieka niezwykle tajemniczego, a zarazem odrażającego. To mężczyzna o spalonej twarzy, który jak widmo co rusz staje na drodze, po której kroczy nasz dzielny bohaterski Daniel, spragniony rozwiązania tej dziwnej układanki. Jednakże ta historia nie kończy się z momentem rozszyfrowania zagadki.

Zakończenie nie będzie Wam obce tylko wtedy, gdy dziewięcioletni Daniel i jego ojciec zaprowadzi Was na Cmentarzysko Zapomnianych Książek i powierzy Wam tajemnicę. Tę samą tajemnicę, którą dyskutanci “Dialogu” odkrywali w zaciszu swojego domu. Ale tuż po jej ujawnieniu poszli do Saloniku Artystycznego i usiedliśmy przy jednym stole do wspólnej rozmowy. Dodatkiem do rozważań była gorąca i pachnąca kawa, do której pyszne ciasto Zosi smakowało wybornie. I tak, przegryzając kawałkami życia, przez kilka godzin opowiadaliśmy, jakie wrażenie zrobiła na nas książka Carlosa Ruiza Zafóna pt. Cień Wiatru. A lektura wciągnęła nas bezgranicznie.

Została przeczytana jednym tchem. Wyraziste postaci, świetne dialogi, dobrze utrzymana dramaturgia. Mimo gąszczu wątków nie gubimy właściwej drogi, do której zmierzają wszystkie poboczne ścieżki.

W tej książce rozgrywa się niejeden dramat człowieka, a mimo to, nie jest ona pozbawiona nuty humoru, co sprawia, że czytelnik bez reszty oddaje się jej treści.

Cień wiatru to opowieść o przyjaźni, przeznaczeniu i przede wszystkim o miłości do książek.
Dlatego jako świadomi czytelnicy mamy  obowiązek wobec młodszych pokoleń:

Zatem …
Weźmy za rękę malca i zaprowaćmy go tam, daleko i blisko – do świata wyobraźni.
Ale nie przed ekran najnowszego modelu komputera i nie na Cmentarzysko Zapomnianych Książek, tylko do Biblioteki, której drzwi otwarte na oścież – zapraszają. Tam na półkach czekają książki, a zawarte w nich tajemnice czekają ujawnienia.
– A gdzie jest ta biblioteka – zapyta Cię malec?
– Niedaleko. Za następnym rogiem ulicy – odpowiesz.

I znikniecie w tłumie – wchodząc cichutko na palcach w kolejny
„Cień wiatru”.

 

fot. zbiory Filii nr 16

Miłej lektury!
Życzą członkowie Dyskusyjnego Klubu Książki – DIALOG.